Czy inteligentny dom to rozwiązanie dobre dla każdego?

Decydując się na inteligentny dom, świadomie wydaję nieco więcej pieniędzy na urządzenia, które teoretycznie da się kupić taniej. Robię to tylko po to, żeby móc je podłączyć do domowej sieci. Zawsze wydawało mi się, że dzięki temu upraszczam swoje życie, lecz całkiem niedawno spotkałem się z opinią, wedle której moje automatyzacje to tylko zbędna komplikacja codzienności. Wszystko to zmusiło mnie do refleksji nad tym, czy rozwiązania smart home sprawdzą się u każdego, a jeśli tak, to w jakiej formie?

Inteligentny dom tylko dla młodych?

Produkty takich firm jak Xiaomi, Fibaro, Netatmo, Eve, Koogeek, a także Philips czy Ikea, są kierowane raczej do młodszego pokolenia oraz do osób w średnim wieku. Grono emerytów zdecydowanie woli włączyć światło fizycznym przyciskiem, który w żadnej formie nie jest powiązany z jakimkolwiek serwerem czy aplikacją. Po prostu klikasz i zapalasz światło, gasisz w ten sam sposób.

Gdy przyszedłem na świat, w Polsce jeszcze przez pewien czas nie było słychać o internecie. Po wiedzę chodziło się do czytelni w miejskiej bibliotece, a czas wolny spędzało na dworze, czytając książki lub grając w gry mieszczące się na kilku dyskietkach. Jednak jak dziś pamiętam, że to osoby ówcześnie mieszczące się w granicach średniego wieku, rozpoczęły technologiczną rewolucję w pojedynczych gospodarstwach domowych. Głównie za sprawą możliwych do wydania pieniędzy i chęci posiadania, a także… z ciekawości. Czy to możliwe, że po około trzech dekadach ten indywidualny pęd do nowości całkowicie ustępuje miejsca technologicznej stagnacji? Niestety, w większości przypadków tak to wyglada.

Ja nie wiem, do czego jest ten przycisk

Wśród moich urządzeń do obsługi inteligentnego domu znajduje się rewelacyjny w swej prostocie przycisk Aqara. Kosztuje ułamek tego, co sławny „The Button” od Fibaro, a zapewnia bardzo podobną funkcjonalność. Nie jest może przy tym perłą designu, ale raczej niewiele można mu zarzucić w kwestii stylistyki i jakości wykonania. Po prostu dobrze spełnia swoją funkcję.

W moim przypadku jedno kliknięcie związane jest ze sceną „Dobranoc”, wyłączającą absolutnie wszystko, co tylko się da. Używam go przed snem, aczkolwiek staram się, aby jego stosowanie nie stawało się konieczne, a jak najwięcej rzeczy było wykonywane za pomocą automatyzacji. Podwójne kliknięcie włącza scenę odpowiedzialną za przygotowanie wszelkich sprzętów kina domowego do nocnego seansu filmowego.

Po zaprogramowaniu nie przyszło mi do głowy, że przycisk ten jest zupełnie anonimowy. Typowe oświetlenie domowe możemy klasyczną metodą zapalić polegając na własnej intuicji, nawet nie będąc we własnym mieszkaniu. Pojedynczy, leżący na szafce nocnej przycisk o podwójnej lub potrójnej funkcjonalności, już tak łatwy w obsłudze nie jest, a zakresu jego możliwości trzeba się po prostu nauczyć. Jak nie trudno się domyślić, po pewnym czasie od mojej drugiej połowy usłyszałem zarzut: „ja nigdy nie pamiętam, ile razy mam kliknąć!”.

Refleksja pozostaje jedna: inteligentny dom musi także dać się obsłużyć w sposób manualny rodem z ubiegłego wieku, lub pozostać poza koniecznością jakiejkolwiek ingerencji ze strony użytkownika. I tu przyszłość widzę w trzech funkcjach: automatyzacji, obsłudze głosem i sztucznej inteligencji. Ja póki co bardzo konsekwentnie schowałem wszystkie piloty głęboko do szuflady i ufam, że znajdę sposób na jeszcze bardziej intuicyjne poruszanie się wśród domowych smart urządzeń.

Dla kogo jest inteligentny dom?

Chcąc pokusić się o całkowicie subiektywną analizę, wytypowałem kilka osób pasujących do wizji posiadania smart home:

  • Elektronicy hobbyści;
  • Osoby bogate;
  • Ludzie głodni nowinek technologicznych i gadżeciarze;
  • Osoby postępowe.

Ludzie dysponujący dużą ilością gotówki, najczęściej decydują się na implementację zamkniętych systemów inteligentnego domu już na etapie budowy. Przyjeżdża firma, kładzie kilka kilometrów kabli. a później za ciężkie pieniądze serwisuje to, co zdąży się popsuć. Mimo to system jest skrojony na miarę i zapewnia często ponadprzeciętną mnogość funkcji, czasem wręcz nieadekwatną do wyobrażeń przeciętnego Kowalskiego.

W opozycji stoją elektronicy, programiści i osoby hobbystycznie interesujące się wieloma dziedzinami z zakresu technologii. Ich budżet jest znacznie mniejszy, acz nie tak bardzo, żeby nie było ich stać na zakup potrzebnych części, które można później połączyć w jedną całość i zaprogramować.

Dla gadżeciarzy są przewidziane takie systemy jak Philips HUE czy sprzęty zgodne z Aqara Gateway. Zazwyczaj w całokształcie kosztują dość dużo, ale w zamian otrzymuje się gotowy produkt, ładną aplikację i niezliczoną ilość zastosowań. Niestety nie zapewniają one takich funkcji, jak kompletne systemy za kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Najciekawszą grupą są osoby postępowe. Często łączą one cechy wszystkich trzech pozostałych opcji: dysponują sporą gotówką, są głodne nowinek i nie boją się drobnych ingerencji w warstwę programową lub sprzętową.

Komu nie polecam rozwiązań smart home?

To proste – domowa inteligencja jest dla wszystkich, ale nie każdy powinien się na nią decydować. Oto moje typy „na nie”:

  • Elektroniczni sceptycy;
  • Osoby z bardzo skromnym budżetem domowym;
  • Ludzie z silnie zakorzenionymi przyzwyczajeniami;
  • Osoby odporne na naukę.

Aby korzystać z inteligentnego domu, trzeba zmienić szereg swoich przyzwyczajeń. Najciekawszym jest to związane z gaszeniem i zapalaniem światła, ponieważ jest to dziedzina, którą najwcześniej i najłatwiej można zautomatyzować. Ale na tym nie koniec, smart home może wpłynąć na każdego domownika z osobna, zmieniając jego rytm dnia i system wielu zachowań. Tym samym nie każdy charakter podoła nowoczesnej odmianie przedmiotów dookoła.

Jest też grupa ludzi, którzy po prostu nie lubią dodatkowej elektroniki. Często są to osoby o silnych poglądach: minimaliści, skrajni ekolodzy, zwolennicy teorii spiskowych. Z doświadczenia wiem, że wdawanie się z nimi w polemikę nie ma sensu, ponieważ na każdy argument entuzjasty mają przynajmniej dziesięć kontrargumentów, nierzadko bardzo oderwanych od rzeczywistości.

Nie ukrywajmy, nasze smart zabawki sporo kosztują. Zwykłą żarówkę ledową można kupić bez problemu za dychę, a taka inteligentna będzie kosztować nawet dziesięć razy więcej. Każda kolejna bramka, czujnik, element wykonawczy… i rachunek rośnie. Z pewnością dla osób ledwo wiążących koniec z końcem inteligentny dom będzie ostatnią rzeczą, jaką jestem w stanie polecić.

Na końcu jest grupa ludzi będąca całkowicie niezorientowaną w nowoczesnych technologiach, a czasem wręcz wykazująca się całkowitą niechęcią do nauki. Nawet proste zintegrowanie lampek z aplikacją wymaga minimum zaangażowania. Gdy na opis takiej czynności słyszę „ale ja nie wiem jak to zrobić”, wiem, że lepiej odpuścić polecanie inteligentnego domu.