Plusy i minusy instalacji Homebridge

Nie udało mi się jak dotąd spotkać systemu, programu lub urządzenia, które byłoby idealne. I wydaje mi się, że nieprędko ta sztuka się uda, gdyż tworzenie rozwiązań uniwersalnych z natury obarczone jest koniecznością pójścia na kompromisy. Czy to w obrębie ceny, designu, materiałów, wszechstronności lub kompatybilności, zawsze przytrafi się jakaś niedogodność. Nie inaczej jest z Homebridge, które obok szeregu zalet, posiada również kilka istotnych wad.

Ekosystem Apple zawsze kosztuje

Co prawda Homebridge to przepustka do nieco tańszego spojrzenia w kierunku inteligentnego domu od Apple, ale nie oznacza to, że można całkowicie zrezygnować z rozwiązań sprzedawanych przez giganta z Cupertino. Aby całość miała sens, trzeba skonfigurować urządzenie obsługujące automatyzację. Może to być przykładowo iPad pracujący pod kontrolą systemu iOS 10 lub wyższego, ale z zastrzeżeniem, że  będzie on cały czas w domu podłączony do wifi (i w praktyce do zasilania). Jeśli ktoś  używa iPada w tradycyjny sposób (czyli od czasu do czasu daje mu odetchnąć świeżym powietrzem), to rzecz zaczyna się komplikować.

Ja postawiłem na drugą opcję w postaci Apple TV czwartej generacji (model 4k), a to już wydatek w okolicach 650 – 850 zł. Pół biedy, jeśli nasz telewizor nie posiada rozwiązań „smart”, bo tu Apple TV radzi sobie bardzo dobrze i z czystym sumieniem  mogę ten dodatek polecić. Jeśli natomiast ze wszech miar nie potrzebujemy takiej przystawki, to stacjonarny iPad będzie mimo wszystko lepszym pomysłem. Tak czy inaczej, jeśli chcemy skorzystać z automatyzacji, to któreś z tych sprzętów kupić trzeba.

Apple TV dla Homebridge

Tanie sensory o identycznym działaniu

Kontaktron zgodny z HomeKit, który proponuje nam nasze rodzime Fibaro, to wydatek około 250 zł za sztukę. Wydając te pieniądze otrzymujemy rozwiązanie, które działa od razu po wyjęciu z pudełka, a samo urządzenie jest wykonane z bardzo dobrych materiałów i z dbałością o każdy aspekt techniczny. Odpowiednik od Xiaomi, o identycznym działaniu, kosztuje w Chinach w okolicach 20 zł za sztukę. Mając chociażby 10 okien i drzwi, które chcemy wyposażyć w kontaktrony, to kwota 2500 zł a 200 zł faktycznie robi różnicę. I to właśnie największa zaleta Homebridge – możliwość zintegrowania tańszych systemów z przejrzystym rozwiązaniem od Apple.

Wymagająca konfiguracja

Aby zainstalować Homebridge i wszystkie niezbędne pluginy, potrzeba zdecydowanie więcej czasu niż przeznacza się na wyciągnięcie urządzenia z pudełka i zeskanowanie kodu w aplikacji Dom. Tak to wygląda po stronie Apple, druga strona barykady to walka z terminalem, konfigurowanie routera, pisanie i sprawdzanie kodu, okresowa aktualizacja, rozwiązywanie błędów oraz długie godziny spędzone w sieci na poszukiwaniach najlepszej możliwej opcji sprzętowej. Czytając wszystkie poradniki wszystko wydaje się być prowadzone „jak po sznurku”, natomiast w praktyce zawsze natrafimy na jakiś konflikt.

Stabilne działanie

Jak już wszystko uda się skonfigurować, to o istnieniu Homebridge możemy zapomnieć. U mnie działa od kilku tygodni bez zająknięcia. Teoretycznie newralgicznymi punktami są Raspberry Pi i użyta weń karta pamięci. Szczególnie ta druga rzecz powinna zwrócić naszą uwagę, bo z doświadczenia wiem, że karty SD lubią czasem odmówić posłuszeństwa. I tutaj głos rozsądku przemawia za zrobieniem backupu po konfiguracji – sprawa do indywidualnego przemyślenia. Sama „malina” potrafiła działać u mnie dwa lata bez przerwy, więc o ten sprzęt raczej przejmować się nie trzeba. Także serwery NAS, na których można przeprowadzić instalację Homebridge, to urządzenia przystosowane do pracy ciągłej, więc i o ten element byłbym raczej spokojny.

Niepewna przyszłość

Póki co, istnienie takiego mostka jak Homebridge jest w pełni przez HomeKit akceptowane. Ale należy pamiętać, że Apple to jednak moloch, który lubi zarabiać na swoich klientach, a sprzedaż certyfikowanych urządzeń jakby nie brać przynosi im dochody. W stosunku do wpływów chociażby ze smartfonów, jest to oczywiście kropla w morzu, jednakże nie należy zakładać, że wraz z kolejną aktualizacją iOS, system nie stanie się w tej materii bardziej przymknięty. Gdyby tak się stało, Homebridge (a tym samym cała nasza misterna inteligentna instalacja) przestanie działać z dnia na dzień. Warto zatem przygotować sobie rozwiązanie awaryjne, chociażby w postaci instalacji Domoticza, który działa poza ekosystemem Apple.

Na szczęście scenariusz ten jest bardzo mało prawdopodobny. Samo Apple w 2017 roku poczyniło kroki, aby scena hobbystów-amatorów związanych z Homebridge miała nieco „łatwiej”, udostępniając deweloperom dokumentację HomeKit. Dla programistów był to impuls do działania, a użytkowników mostka przybywa z  każdym dniem, więc zamknięcie tej furtki spotkałoby się z ogromną falą krytyki w kierunku włodarzy nadgryzionego jabłka.

Homebridge – więcej plusów, czy minusów?

Jeśli mamy wystarczająco dużo czasu (i nerwów) do przeznaczenia na skonfigurowanie tego mostka, to w mojej opinii zdecydowanie warto go poświęcić. Stworzenie inteligentnego domu będzie wtedy zdecydowanie tańsze i bardziej uniwersalne, niż w przypadku samych akcesoriów certyfikowanych dla Homekit.

Zainteresowany?

Zajrzyj do mojego poradnika Homebridge. Prowadzę w nim „krok po kroku” od ogólnych informacji, przez instalację, do implementacji ciekawych rozwiązań.